LIFESTYLE,  MODA

Homewear w roli głównej, czyli dress code w czasach kwarantanny

Ostatnie tygodnie są dla mnie niezbitym dowodem na to, że moda jest doskonałym odzwierciedleniem nastrojów społecznych, ekonomicznych i gospodarczych. Nowa, surrealistyczna rzeczywistość, w której tkwimy od kilku tygodni, przypomina kiepski film katastroficzny i wpływa nie tylko na nasz nastrój i nastawienie do życia, ale także na to, jak wyglądamy. Czujemy niepewność i niepokój, przyszłość nie napawa nas optymizmem, dlatego… kompletnie nie dziwi fakt, że chowamy się w domu ubrani w miękkie dresy i w napięciu czekamy na to, co będzie dalej.

***

Dres = porażka?

„Spodnie dresowe są oznaką porażki. Zakładając je, wysyłasz sygnał, że straciłeś kontrolę nad swoim życiem” – wierzcie mi, kiedy jakiś czas temu przeczytałam ten cytat Karla Lagerfelda, to parsknęłam śmiechem i popukałam się w głowę. Dziś patrzę na to ostre stwierdzenie trochę inaczej – kiedy piszę ten tekst, mija prawie miesiąc od ogłoszenia kwarantanny, jestem zrośnięta z moją bluzą z kapturem, w której chodzę non stop, motywacja i kreatywność pełzają gdzieś po podłodze, a ja czuję się jak życiowy nieudacznik. Dla jasności – nie chodzi mi o to, by w tej sytuacji udowodnić Wam, że dres równa się porażka, nic z tych rzeczy. Chcę Wam jednak pokazać, że na pozór niegroźny, domowy, komfortowy homewear noszony codziennie, dość szybko może się obrócić przeciwko nam. 

 

 Rutyna znaczy normalność?

Codzienność  czasów sprzed kwarantanny w dużej mierze była oparta na rutynie. Pobudka, prysznic, śniadanie, makijaż, ubieranie się i biegiem do pracy. Dziś wszystko stoi na głowie. Przez 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu siedzimy  zamknięci w mieszkaniu, które z dnia na dzień stało się naszym biurem, ulubioną knajpą i miejscem rozrywki w jednym. Nie ma momentu „przejścia na tryb dom”, czyli powrotu z pracy, który zazwyczaj wiązał się ze zmianą stroju na wygodny i ultra miękki. W tej surrealistycznej  rzeczywistości szalenie brakuje nam naszej dobrze znanej normalności, brakuje nam motywacji do tego, żeby wyjąć z szafy coś innego niż dobrze znany homewear – w końcu pracujemy z domu, więc nie ma sensu się wysilać. Sytuacja na świecie nie nastraja nas pozytywnie, więc niczym wystraszone zwierzęta, zakopujemy się w mieszkaniach ubrani w dresy, bo w końcu miękkie bluzy i luźne spodnie kojarzą nam się z komfortem i bezpieczeństwem, którego dziś tak bardzo nam brakuje.

Przysłowie mówi, że „co za dużo, to niezdrowo” – to porzekadło łatwo przerobić na „dresowo-domową” modłę – bo paradoksalnie codzienne noszenie dresu, który stanowi naszą „comfort zone”, może mieć kiepski wpływ na naszą psychikę. 

 

Zgubne skutki wygody

Przymusowa kwarantanna stała się punktem zapalnym dla zmiany w naszych zwyczajach. Szeroko pojęty homewear zarezerwowany dotychczas na  leniwe weekendy i popołudnia z Netflixem, z dnia na dzień stał się naszym strojem biurowym. Rutyna, która w „czasach normalności” w większym czy mniejszym stopniu była napędzana przez pracę i zawodowy dress code,  dziś rozpadła się niczym domek z kart, a domowe dresy nagle stały się mniej wygodne i o dziwo zaczynają nas „uwierać”. Dlaczego? Bo nasza psychika czuje, że coś jest nie tak, że taki stan rzeczy nie jest normalny i naturalny. Błogie poczucie bezpieczeństwa pryska niczym bańka mydlana, my czujemy się dziwnie „rozmemłani”, pojawia się tęsknota za dobrze znaną codziennością strach i pytanie „Jak długo jeszcze to potrwa?”. Ukochany dres w przestaje kojarzyć się z relaksem i domowymi przyjemnościami i paradoksalnie staje się symbolem zamknięcia w domu i utraty kontroli.

 

 

Terapia ubraniami?

Ubiór jest manifestacją naszej osobowości i tożsamości, za jego pomocą wyrażamy siebie. Ubierając się do pracy, chcemy się czuć pewnie, profesjonalnie, chcemy się podobać innym. Choć na pierwszy rzut oka wydaje się, że szalejąca dookoła epidemia i związana z nią  domowa kwarantanna nie jest dobrą okazją do stylizacyjnych szaleństw i wymyślnych outfitów, to taki powiew normalności może mieć zbawienny wpływ na naszą psychikę. Karolina Limbach – stylistka magazynu ELLE zapoczątkowała Instagramową akcję pod hasztagiem #strojesienahomeoffisie, gdzie dziewczyny pokazują swoje szalone, często ekstrawaganckie stylizacje do pracy w domowym biurze. Trochę zabawa, trochę terapia ubraniami i zaklinanie rzeczywistości w tych dziwacznych czasach. 

Wierzcie mi, zdaję sobie sprawę, że w tej surrealistycznej sytuacji, w tej przedziwnej rzeczywistości ubrania są naprawdę najmniej ważne, ale… one paradoksalnie są w stanie dać nam odrobinę normalności, za którą dziś tak bardzo tęsknimy i o której tak marzymy. Nie namawiam Was do tego, żeby codziennie tworzyć wymyślne stylizacje, albo biegać po mieszkaniu w szpilkach, ale… może warto wymienić mięciutkie dresy na coś odrobinę bardziej wyjściowego? Może warto stworzyć sobie namiastkę normalności, która sprawi, że choć na moment poczujemy się lepiej? Co Wy na to?

 

***

Dres niech pozostanie znakiem rozpoznawczym przyjemnych weekendów i leniwych wieczorów z Netfixem. 🙂

 

PS.Nie myślcie sobie, że ja jestem taka „hop do przodu” i w czasach kwarantanny prezentuję w domu piękne stylizacje. Co to, to nie – cała sytuacja daje mi się mocno we znaki i cóż – to bardzo po mnie widać. Mam jednak dość domowego „rozmemłania” i biorę na klatę wyzwanie, żeby w tym trudnym czasie wyglądać jak człowiek i Was też do tego namawiam!