Trend na naturalne barwy rozgościł się w modzie na dobre.
MODA,  TRENDY

Gwałtowne ocieplenie klimatu, czyli o tym, dlaczego pokochaliśmy beże

Wraz z nadejściem nowego sezonu zawsze pojawia się on – najbardziej pożądany, najbardziej wyjątkowy, najbardziej modny, najbardziej trendy. Kolor sezonu. Wkracza do świata mody niczym król i od razu, bez zbędnych ceregieli na dobre zadomawia się na wszystkich elementach garderoby.

***

Ten sezon jest jednak wyjątkowy, bo król nie pojawił się sam. W tym sezonie zabrał ze sobą całą świtę, która wraz z nim rozpanoszyła się…dosłownie wszędzie. Barwy naturalne – bo o nich mowa szturmem podbiły wybiegi i ulice, na dobre rozgościły się w sieciówkach, i gęstym niczym toffi filtrem oblały niemalże wszystkie zdjęcia na Instagramie.

Brzydkie kaczątko

Jesteśmy świadkami prawdziwego odczarowania bestii, bo jeszcze do niedawna brązy i beże kojarzyły się z nudą, były synonimem zachowawczości, a za ich największe miłośniczki uchodziły szare myszki. Neutralne barwy nie są czymś nowym – pojawiały się w modzie od zawsze, miały swoje 5 minut w latach 70., zawsze sprawdzają się jako basic. Ich najsłynniejszym „przedstawicielem” jest kultowy trencz Burberry. Brązy i beże dotychczas oscylowały gdzieś na obrzeżach modowego świata, zawsze gdzieś tam były, ale nigdy nie stanęły na modowym szczycie. Aż do teraz. 

Dziś trend na naturalne barwy rozgościł się w modzie na dobre, a wszyscy miłośnicy naturalnych kolorów i spółki mogą podziękować Phoebe Philo i Jacquemus’owi – bo to właśnie  oni od kilku sezonów sukcesywnie pokazywali w swoich kolekcjach wszelkiej maści beże. Jakby nie patrzeć to właśnie dzięki nim neutralna paleta barw wdarła się na wybiegi i szturmem podbiła szafy minimalistek. Idźmy jednak krok dalej. Prawdziwy boom nastąpił pod koniec września, kiedy to brązy i beże pojawiły się w kolekcji Riccardo Tisci dla Burberry i podbiły wybiegi Chloé, Chanel, Fendi i Acne Sudios. Konsumenci połknęli haczyk.

Trend na naturalne barwy rozgościł się w modzie na dobre.

Kiedy powiem sobie dość?

Dlaczego dziś, w 2019 roku, zakochaliśmy się w tym, co jasne, neutralne, delikatne i subtelne? Dlaczego pokochaliśmy brązy i beże? W mojej głowie rysuje się dość odważna teza – z powodu nadmiaru. Nadmiaru wzorów, nadmiaru kolorów, nadmiaru bodźców. Logomania, neonowe kolory, printy. Sezonowa moda, która co rusz funduje nam prawdziwy rollercoaster, w tym sezonie okazała się nadzwyczaj wyrozumiała i łaskawa. Ciepłe barwy i naturalne tkaniny okazały się miodem na nasze serca. Brązy, beże i pochodne im kolory szczodrze oblały nasze ubrania, które stały się wygodnymi i bezpiecznymi kokonami, w których podbijamy świat. I tu pojawia się pewien paradoks – zmęczeni nadmiarem wzorów i kolorów, dziś za pomocą naturalnych barw (które niegdyś uchodziły za symbol nijakości) chcemy się wyróżnić z tłumu, chcemy zamanifestować siebie (w tym kontekście warto również wspomnieć też o trendzie na skromne, mocno zabudowane ubrania, które podobnie jak beże podbija wybiegi). Uciekamy od wszechobecnej ubraniowej przesady, porzucamy ekstrawagancję na rzecz tego, co proste i minimalistyczne, zapominamy o przytłaczającym nadmiarze,  próbujemy okiełznać nasze konsumpcyjne zapędy.

Trend na naturalne barwy rozgościł się w modzie na dobre.

Zew natury

Oszaleliśmy na punkcie beżów i brązów we wszystkich możliwych odcieniach. Kolor kawy z mlekiem na dobre zawrócił nam w głowie, a gęsty niczym lawa karmel powoduje szybsze bicie serca nie tylko u miłośników słodkości. Złamaną biel chętnie przyprawiamy szczyptą aromatycznego  cynamonu,  a  piaskowy  kolor  bez  ogródek łączymy  z  mleczną  czekoladą  i odrobiną złota. Na dobre zakochaliśmy się w beżowo-brązowych total lookach, które stały się naszym codziennym uniformem. Same naturalne kolory nie dają nam satysfakcji. W tym sezonie chcemy mieć naturę full servis, dlatego w dłoniach dzierżymy beżowe koszyki, na głowę wkładamy słomiane kapelusze. Skórzane baleriny zamieniamy na plecione klapki lub sandałki z rzędem cieniutkich niczym spaghetti paseczków. Zapominamy o dopasowanych ubraniach, kochamy wszystko, co duże i luźne, a naszym najlepszym przyjacielem staje się szeleszcząca bawełna, delikatny jedwab i kapryśny len.

Czy trend na naturę full serwis sprawdzi się na dłuższą metę? Cóż, tego nie wie nikt. Faktem jest jednak to, że ciepłe beże, niczym gorące capuccino z mleczną pianką, pozwala nam na chwilę modowego wytchnienia. Korzystajmy z tego. 🙂

 

PS. Jestem absolutną maniaczką neutralnych kolorów. Bez reszty rozkochałam się w beżach i brązach, a plecione koszyki zdobyte w second handach już od kilku sezonów towarzyszą mi w sezonie wiosna-lato. Ukochane czarne spodnie zamieniłam na luźne jeansy w kolorze złamanej bieli, a krótka wiatrówka w kolorze caffè latte skradła moje serce. Jak jest z Wami?

Trend na naturalne barwy rozgościł się w modzie na dobre.

Wszystkie zdjęcia wykorzystane w tekście pochodzą z materiałów prasowych Zara.