Ubrania vintage.
LIFESTYLE,  MODA,  SLOW FASHION

W czym tkwi urok rzeczy vintage?

Dawno temu wydawało mi się, że kupowanie z drugiej ręki to obciach. Dziś, kiedy słyszę słowo „vintage”, czuję podekscytowanie, a w mojej głowie ukazuje się obraz przepięknych, stylowych ubrań, niepowtarzalnych mebli i oryginalnych dodatków. Współczesny świat, zmęczony szybką modą i bylejakością na nowo odkrywa urok tego, co już było, a ubrania vintage są czasami bardziej pożądane niż te nowe. Co sprawia, że jest tak wyjątkowy?

***

Im starszy, tym lepszy?

Kiedy mój tata obchodził 50. urodziny, kupiłam mu kubek z napisem „Nie jestem stary, jestem vintage”. Dlaczego Wam o tym pisze? Bo wiele osób uważa słowa stary i vintage za synonimy, podczas gdy pojęcie „vintage” jest wyznacznikiem niepowtarzalnego stylu, szlachetności, dobrego gustu, oryginalności i dobrej jakości, dlatego nie każde ubranie z drugiej ręki można określić tym mianem.  Vintage na dobre zadomowiło się w świecie mody i dziś określa ubrania, dodatki i meble z poprzednich dekad i epok – świetnie zachowane i modne minimum 20 lat wcześniej. Współcześnie jednak granica wieku rzeczy vintage mocno się zaciera, a tym mianem określa się także rzeczy tylko stylizowane na wiekowe.

 

Trend czy antytrend?

Czy używanie słowa „trend” w kontekście słowa vintage nie jest faux-pas? Trudno powiedzieć. Dla jednych vintage to coś więcej niż fajne ubrania – to styl życia, to ideologia, to krok w stronę zrównoważonej mody. Dla innych to chwilowa fascynacja zapoczątkowana zwrotem w stronę ekologii i dyskusjami na temat szkodliwości branży fashion. Wartościowanie obu postaw nie ma najmniejszego sensu – w końcu ile ludzi, tyle opinii.

 

Szał w stylu vintage

Dlaczego dziś, w 2019 przypomnieliśmy sobie o vintage? Co sprawiło, że ubrania sprzed lat powodują szybsze bicie serca miłośników mody? Według mnie najbardziej istotne są dwa powody:  coraz większa świadomość ekologiczna i… tęsknota za dawnymi, lepszymi czasami.

Dowód? Według Google, cztery najczęściej wyszukiwane w 2018 roku frazy to: „moda lat 80.”, „moda grunge”, „moda lat 90.” i „moda w 2000 roku”. Przyznam się Wam szczerze, że jeszcze do niedawna naiwnie sądziłam, że szaleństwo na vintage narodziło się około 2016 roku, kiedy światło dzienne ujrzał pierwszy sezon serialu „Stranger Things”. Byłam święcie przekonana, że produkcja Netflixa była jak wybuch Supernowej, która rozbudziła w mainstreamie apetyt na vintage. Z błędu wyprowadził mnie Marcin Brzózka – człowiek od lat związany z vintage, właściciel sklepu NORM CORE. Mój rozmówca uświadomił mi, że twórcy serialu po prostu skorzystali z mody vintage (a konkretnie z mody lat 80.), nie są sprawcami nowego trendu, bo vintage świetnie sprzedawało się jeszcze długo przed powstaniem serialu. Nie da się jednak ukryć, że ta kultowa już produkcja spopularyzowała nurt mody vintage, a przedstawiciele pokolenia „Z” chętnie go podchwycili. W końcu modę z lat 80. znają wyłącznie z filmów i starych zdjęć.

 

Kurtka w stylu lat 90.

Siodło, bagietka i „ugly shoes”

Luksusowe domy mody, które wyznaczają światowe trendy, świetnie wyczuły budzącą się nostalgię i postanowiły pokazać w swoich kolekcjach kilka smaczków w stylu vintage. Najlepszy przykład? Odświeżona przez Marię Grazię Chiuri „Saddle Bag” Diora – kultowa, zaprojektowana w 1999 roku przez Johna Galliano torebka-siodło, która od 2018 święci triumfy i uznawana jest za jedną z najbardziej pożądanych torebek ostatnich lat. Podobnie jest z torebką Baguette marki Fendi – w latach 90. uwielbiały ją super modelki, była również nieodłącznym dodatkiem stylizacji Carrie Bradshaw z serialu „Sex w wielkim mieście”, a dziś wraca w nowej, nieco zliftingowanej wersji.  Toporne, niegdyś obciachowe adidasy przybrały postać Triple S od Balenciagi i stały się nieodłącznym elementem współczesnej mody ulicznej, a długie skarpety, wytarte katany, kraciaste koszule w stylu Kurta Cobaina i kurtki wiatrówki pojawiają się dosłownie wszędzie. 

 

Podróż w czasie

Przejdźmy do konkretów i zastanówmy się, dlaczego kochamy vintage. Oczywiście na to pytanie nie ma jednej, dobrej odpowiedzi, jest za to całe mnóstwo powodów. 

Po pierwsze ubrania vintage są dla konsumentów sentymentalną i nostalgiczną podróżą w czasie.  Pozwalają na modowy powrót do przeszłości, są teleportem do innej dekady lub epoki, pozwalają przenieść się do nowej/starej rzeczywistości. Wkładasz mom jeans, biały t-shirt i czujesz się tak, jakby był 1994 rok, a na ekrany wchodził serial „Przyjaciele”. Pakujesz w usta owocową gumę balonową, wkładasz krótkie spodenki, skarpety frotté i białe adidasy i masz ochotę wsiąść na swojego BMX-a i pojeździć po okolicy. 

 

Z miłości do jakości

Po drugie, ubrania vintage jakością biją na głowę to, co sprzedawane jest w sieciówkach. Rozpasany konsumpcjonizm przyzwyczaił klientów popularnych marek modowych do kilkunastu kolekcji rocznie, konsumenci z wypiekami na twarzy czekają na nowości, a skoro jest popyt, to jest i podaż. Wielkim koncernom zależy na sprzedaży, nie na jakości – w końcu, kiedy coś szybko się zniszczy lub zepsuje, to klient wróci – nie ma innej opcji. Jakość rzeczy vintage bije modę sieciówkową na głowę, wiem, co mówię – mam w szafie dużo rzeczy vintage, sporo z nich ma z pewnością ponad 20 lat i…. nadal zachwyca. Mocne, proste szwy, dobrej jakości materiały, dbałość o szczegóły. Doskonała jakość ubrań vintage wynika z czysto kapitalistycznego podejścia. Kiedyś marki działały lokalnie, szyły ze świetnych materiałów, produkowane rzeczy miały służyć przez długie lata, na rynku była większa konkurencja i marka musiała zachwycać klienta, musiała o niego dbać, traktować go z szacunkiem. Kiedyś ubrania naprawiano, a nie wyrzucano. Dziś rynek zdominowały ogromne sieciówki, ich priorytetem są tanie materiały, tania siła robocza i szybkie reagowanie na zmieniające się trendy. Efekt? „Ponadczasowe” ubrania  z metką popularnej sieciówki nie nadają się do niczego po dwóch sezonach.

 

Koszula vintage.

W klimacie eko

Po trzecie, vintage to ukłon w stronę zrównoważonej mody. Co minutę na wysypiska śmieci trafiają tony ubrań, wyprodukowanie jednego t-shirta to 2700 litrów wody, a jeansy kosztują Ziemię 14 000 litrów wody. Widmo katastrofy ekologicznej przestaje być apokaliptyczną wizją, a fast fashion nie przyczynia się do polepszenia sytuacji zmęczonej Matki Ziemii. Kupowanie używanych ubrań to forma modowego recyklingu, to ograniczenie marnotrawienia wyprodukowanych ubrań, to przyszłość branży mody. Wierzcie mi, takie małe rzeczy mają ogromne znaczenie – ja od kilku miesięcy mocno ograniczam kupowanie nowych ubrań, a jeżeli już decyduję się na zakup, to kilka razy zastanawiam się, czy faktycznie potrzebuję danej rzeczy. Co jakiś czas niczym rasowy łowca wyruszam na polowanie do lumpeksów i często wracam do domu z perełkami, którym daje drugie życie, to naprawdę super uczucie!

 

Manekinom mówimy „nie”

Na bieżąco śledzę trendy, przeglądam modowe portale i scrolluje Instagrama i co widzę? Atak klonów! Na ulicach widzę mnóstwo ubranych identycznie dziewczyn, a robiąc obchód po centrum handlowym, mam wrażenie, że chodzę po jednym sklepie. Dlaczego? Bo wszystkie sieciówki inspirują się tą samą modą wybiegową i często skupiają się na najpopularniejszych trendach danego sezonu. Właśnie z tego powodu ubrania vintage mają ogromną przewagą nad tym, co serwują nam  popularne sklepy. Są oryginalne, charakterne, wyróżniają się ciekawym wzornictwem i cóż – często to po prostu „robią” całą stylizację. Efekt? Pozwalają wyróżnić się z tłumu i są gwarancją tego, że nie spotkasz nikogo ubranego tak samo. Najpopularniejsze modelki i modowe Influencerki nie chodzą ubrane od stóp do głów w ZARĘ czy H&M, ale miksują sieciówki z ubraniami vintage. Przypadek? Ależ skąd!

 

Gdzie po vintage?

Jeżeli zastanawiacie się, które miejsca warto odwiedzić w poszukiwaniu ubrań vintage, to już śpieszę z pomocą! Po pierwsze polecam Wam stronę HOPLA STORE  – mam stamtąd mnóstwo pięknych ubrań, które kupiłam za naprawdę niewielkie pieniądze ( tu taka mała wskazówka – kiedyś miałam problem z zapłaceniem za używaną rzecz więcej niż 20 złotych, dziś zdecydowanie płacę za nie więcej, bo wiem, że jakością biją na głowę siecówkowe ubrania i szczerze polecam Wam takie podejście :)). Ubrania utrzymane są w minimalistycznym, skandynawskim stylu, są pięknie sfotografowane i…rozchodzą się jak świeże bułeczki! Na HOPLI często pojawiają się marki takie jak COS, Acne, Akert, Fillipa K, Weekday, Selected Femme, często można natknąć się na perełki od projektantów. Znajdziecie tu piękne płaszcze, kaszmirowe swetry, jedwabne koszule i oryginalne akcesoria. Polecam z całego serca! 

Kolejnym godnym polecenia miejscem jest Instagram Crush ( w Warszawie znajduje się również sklep stacjonarny) gdzie kupicie super oryginalne ubrania zarówno światowych, jak i niszowych marek. Pojawiają się perełki od Ani Kuczyńskiej i Magdy Butrym, ale tu podobnie jak w przypadku HOPLI zakupy są prawdziwym polowaniem i ubrania często sprzedają się w kilka sekund. Świetną wiadomością jest to, że jakiś czas temu na platformie Showroom.pl pojawiła się sekcja ze starannie wyselekcjonowanymi rzeczami vintage – znajdziecie tam torebki i akcesoria 47 marek, takich jak Louis Vuitton, Prada Balenciaga, Fendi, Chanel, Dior, Burrbery czi YSL. Wierzcie mi – znajdziecie tam zachwycające perełki, które bardzo często są już niedostępne w regularnej sprzedaży. 

Jeżeli szukacie oryginalnych mebli, stylowych dodatków, albo czegoś, co ożywi wnętrze Waszego mieszkania, to koniecznie wpadnijcie na warszawską Pragę do Norm Core prowadzonego przez Marcina Brzózkę lub odwiedźcie jego sklep online. Znajdziecie tam ikony designu, perełki z PRL-u i oryginalne bibeloty, które przyprawiają o zawrót głowy. 

Często kręcę się po poznańskich lumpeksach, od czasu do czasu wpadam do Złotowa i tam znajduje takie perełki, że to się w głowie nie mieści ( kiedyś kupiłam tam marynarkę Calvina Kleina za złotówkę!) – nie mam jednego ulubionego, po prostu wchodzę do tych, które mam po drodze. Nie kupuję jednak zwykłych rzeczy z metką Primark, H&M lub Atmosphere, poluję na coś ekstra, na coś z charakterem, na coś, co świetnie urozmaici całą stylizację. W końcu moda trzeba się bawić, prawda?

Spodnie vintage w stylu lat 90. Kurtka typu bomber stylizowana na lata 90.

 

***

Na samym początku tego tekstu napisałam, że kiedyś uważałam, że kupowanie ubrań z drugiej ręki, to obciach. Wiecie, co odpowiedział mi na to Marcin Brzózka? Że obciachem jest kupowanie markowych ciuchów obrandowanych logotypami dla podwyższenia statusu społecznego. Cholera, powiedźcie, jak tu się z nim nie zgodzić?

 

PS. Koniecznie dajcie znać, jaki jest Wasz stosunek do vintage, może macie jakieś ulubione miejscówki, w których kupujecie ubrania z drugiej ręki? 🙂